Jak to się zaczęło
Historia marki NONO

Nie planowaliśmy robić świec.

Nie było w tym żadnej wcześniejszej wizji, wieloletniego marzenia ani nagłego olśnienia. Nikt z nas nie miał tajemnej wiedzy o zapachach, knotach, woskach czy temperaturach topnienia. Nasze codzienne życie przez długi czas kręciło się wokół zupełnie innych rzeczy – ekranów, klawiatur i kodu.

Na co dzień tworzymy i testujemy oprogramowanie. Zajmujemy się tym, co niewidoczne – systemami, strukturami, funkcjonalnościami. Lubimy to robić: myśleć logicznie, projektować coś od zera, sprawiać, że rzeczy „działają”. W czasie prywatnym była fotografia. Może nie profesjonalna, na pokaz, ale z sercem. Z uważnością na światło, kadr, fakturę. Robienie ładnych zdjęć stało się naszą odskocznią, sposobem na złapanie równowagi między cyfrowym światem a czymś bardziej namacalnym.

I właśnie w tej codziennej rutynie pojawił się pewnego dnia impuls. Z pozoru mało znaczący.

W jednej z facebookowych grup natrafiliśmy na ogłoszenie. Ktoś sprzedawał gotowy sklep internetowy, prosty e-commerce z produktami, które od razu przykuły naszą uwagę: świece. Naturalne, ładnie sfotografowane, w minimalistycznych opakowaniach. Sam pomysł nie był rewolucyjny, ale coś w nim do nas przemówiło. Może to była ta prostota? Może poczuliśmy, że chcemy czegoś właśnie takiego – prawdziwego, fizycznego, nie tylko klików i pikseli.

Jedno z nas głośno pomyślało:
– A może to my powinniśmy robić świece?
Pauza. Spojrzenie. I odpowiedź, która do dziś rozbrzmiewa w naszych głowach:
– No no… Jasne. My. Świece.

To „no no” było trochę śmiechem, trochę niedowierzaniem, a trochę taką delikatną, sarkastyczną przestrogą. Jednak jak to bywa z takimi półżartami – czasami trafiają w punkt i zostają. Ta dwusylabowa reakcja okazała się idealną nazwą dla czegoś, co dopiero miało się narodzić – NONO.

Zdecydowaliśmy się nie kupować gotowego sklepu. Mieliśmy wystarczająco dużo wiedzy, by stworzyć własny od podstaw, który będzie dokładnie taki, jak chcemy. I była to jedyna rzecz, którą mieliśmy. Cała reszta to była wielka biała plama.

Nasza wiedza o świecach zaczynała się od kupienia ich w sklepie, przystrojeniu nimi wnętrza, a kończyła na podpaleniu knota. Natomiast nie znaliśmy tajników ich produkcji. Nie wiedzieliśmy jaki wosk wybrać, jak działają knoty, kiedy dodawać olejki zapachowe, jak długo świeca powinna się palić, ani co to w ogóle znaczy „poprawne spalanie”. W tych wielu pytaniach było coś, co nas w tym przyciągało. Może to była chęć nauczenia się czegoś zupełnie nowego? Może potrzeba kontaktu z czymś fizycznym? Czymś, co można dotknąć, powąchać, zapalić, zobaczyć?

Pierwsze próby były, delikatnie mówiąc, nieudolne. Wosk rozlewał się po blatach, knoty tonęły albo paliły się jak pochodnie, zapachy znikały albo były tak intensywne, że przyprawiały o zawrót głowy. Jednakże każda porażka to była lekcja i każda świeca była trochę lepsza od poprzedniej. Zaczęliśmy eksperymentować z kompozycjami zapachowymi, uczyć się o proporcjach, temperaturze, czasie utwardzania. Przeglądaliśmy fora, blogi, rozmawialiśmy z innymi twórcami. Robiliśmy zdjęcia, testowaliśmy, projektowaliśmy etykiety.

I w końcu przyszedł moment, w którym zapaliliśmy jedną z naszych świec i pomyśleliśmy: „ma to sens”.

NONO stało się czymś więcej niż tylko nazwą. Stało się symbolem tego, że:
– nie trzeba wiedzieć wszystkiego od początku, żeby coś stworzyć;
– warto próbować, nawet jeśli na początku wszystko jest nowe i niepewne;
– z jednego półżartem rzuconego „no no” może powstać marka z duszą.

Dziś NONO to nasza wspólna historia – historia o świecach, ale też o zmianie, odwadze i upartości. Każda świeca, którą robimy, jest ręcznie wylewana, starannie dopracowana i testowana. Chcemy, żeby była nie tylko przedmiotem, ale doświadczeniem – chwilą wytchnienia, zapachem wspomnień, spokojem w codziennym chaosie.

Każda marka ma swój początek. Nasz zaczął się od… „no no”.